Nasza chilloutowa stacja bez koncesji? Radiotelewizja, społecznościowy kanał typu chillout, mógł, wg wypowiedzi p. Dworaka, przewodniczącego KRRiT, nie uzyskać koncesji
Jako właściciel Radiotelewizji starałem się uzyskać licencję nadawczą. Chciałbym wyrazić zaskoczenie. Mam wrażenie jakiegoś prawnego chaosu, ogromnego bałaganu tymczasowości. Zaskoczony jestem tym, że o rzekomej decyzji KRRiT (podobno koncesję miał otrzymać nasz konkurent) dowiaduję się z mediów. Jestem zdziwiony polityką tej instytucji, która działa niczym XIX-wieczne urzędy, wysyła jakieś papierowe listy, żąda papierowych dokumentów, co jest problemem dla mnie jako podmiotu operującego w całości w sieci Internet. Utrudnia to działanie naszej - w pełni wirtualnej- stacji. Dopiero w czwartek wysłałem pełnomocnictwo osobie mającej szukać inwestorów. Obwarowane rozmaitymi warunkami- w tym- przywrócenia nas przez KRRiT do procesu koncesyjnego.
Przy istniejącej w Polsce biurokracji praktycznie nie mam czasu na prowadzenie działalności biznesowej, nie miałem pojęcia że dla działalności w mediach trzeba aż tylu zezwoleń i pozwoleń. Potrzebuję nawet zezwolenie na zatrudnienie siebie samego w mojej własnej spółce. Rząd mówi o ułatwieniach dla start-upów, ale - jeśli ktoś ma spółkę będącą w 100 % jego własnością, to aby móc zarobić, prościej mu będzie utworzyć kolejną spółkę w Wielkiej Brytanii niż przedzierać się przez biurokratyczne natręctwa by dokonać rzeczy zdaje-się najzupełniej ewidentnych. Wychodzi taniej i szybciej.
Poniższa historia niestety jest prawdziwa, wydarzyła się w 2004 roku w Granby w stanie Kolorado i rozpaliła opinię publiczną do czerwoności. Marvin Heemeyer, tragiczny bohater tej historii prowadził własny, niewielki biznes, warsztat samochodowy w którym wymieniał tłumiki. Jego znajomi i przyjaciele określali go jako osobę empatyczną i przyjacielską, choć dla swoich wrogów uparta i nieprzejednaną.
W 2001 roku wdał się w spór administracyjny z włodarzami miasta, którzy w planie zagospodarowania przestrzennego miasta odcięli jego posesję od drogi dojazdowej, na rzecz mającej powstać w sąsiedztwie jego działki fabryki cementu. Znaleziona w jego domu dokumentacja sporu, zawierająca pisma urzędowe i listy świadczy o tym, że miasto skazało jego biznes na finansową katastrofę nie tylko pozbawiając drogi dojazdowej, ratusz pozostawał nieugięty także na prośbę o wybudowanie nowej drogi dojazdowej, dodatkowo bezpardonowo atakując przedsiębiorcę w lokalnych mediach.
Niezłomny Marvin spróbował na własną rękę wybudować drogę, zakupił nawet w tym celu potężny buldożer, jednak jego prośby spotkały się z definitywną odmową miasta. Roma locuta, causa finita.
Ale nie dla niego.
Urzędnicy ucieszyli się, że Marvin przystał na ich propozycję nie do odrzucenia. Po sześciu miesiącach miał opuścić posesję, oddając ją w dzierżawę firmie wywożącej śmieci. czas ten wykorzystał by "udoskonalić" zakupiony wcześniej buldożer (którego później media nazwały "killdozer"), tworząc z niego doskonałe narzędzie zemsty. Trzydziestocentymetrowy pancerz ze stali i betonu, liczne kamery umieszczone na zewnątrz pojazdu i klimatyzacja świadczyły o tym, że Marvin przygotował się doskonale.
4 czerwca 2004 roku wkurzony przedsiębiorca zaspawał się w środku maszyny (sam właz ważył ponad 900 kg) i ruszył w miasto by wymierzyć sprawiedliwość na własną rękę. Z łatwością zniszczył zabudowania fabryki która doprowadziła go do takiej desperacji, po czym ruszył w kierunku miasta. Podczas kilkugodzinnego rajdu przez miasto próbowano go zatrzymać na wiele sposobów, włącznie ze sprowadzeniem brygady antyterrorystycznej SWAT, lecz pancerz nie imał się strzałów z broni długiej, a nawet granaty i pociski przeciwpancerne nie wyrządziły żadnej krzywdy pojazdowi. Długotrwały ostrzał próbował znaleźć słaby punkt w konstrukcji pancerza. Bezskutecznie. W tym czasie udało mu się zniszczyć trzynaście budynków powiązanych z ludźmi, którzy wyrządzili mu krzywdę ( m. in. ratusz i dom burmistrza ). Zemsta Marvina kosztowała Granby ok. 7 milionów dolarów.
Pozostałości domu burmistrza Granby zniszczonego przez buldożer (fot. http://www.tcnj.edu)
Siły porządkowe także sięgnęły po ciężki sprzęt, jednak "normalne" spychacze i ciężki sprzęt nie mogły się równać z siejącym zniszczenie potworem Marvina.
Po kilku godzinach zawiodła chłodnica buldożera, a jedna z gąsienic utknęła w piwnicy zniszczonego budynku. Marvin wówczas sięgnął po broń i oddał do siebie strzał. Służby policyjne, w obawie przed zaminowaniem pojazdu przez kierowcę, przewiozły pojazd kilkanaście kilometrów od Granby, spędzając kilka kolejnych godzin na próbie otworzenia pancernego buldożera, by wydobyć zwłoki pilota. Na prośbę rodziny nie podano do wiadomości publicznej miejsca spoczynku Marvina Heemayera.
Pomimo potępienia przez media i lokalne władze wymierzania sprawiedliwości według własnego uznania, czyn Marvina stał się symbolem walki i sprzeciwu wobec władzy, korupcji i niekompetencji. Walki obywatela popchniętego przez nadużycia władzy d oostateczności